Janis Joplin – skowyt o miłość
Była wokalistką bluesową, choć utożsamiamy ją z czasami rocka, festiwalu w Woodstock i epoką hippisów. Wzorowała się na śpiewie czarnych mistrzyń, jak Odetta czy Bessie Smith. W zakresie techniki śpiewu gardłowego na białej scenie nie miała równych. Jednak technika zawsze była w śpiewie Janis drugoplanowa. Jej głos to przede wszystkim emocje – kaskady uczuć o szerokiej palecie barw, lecz związanych zawsze z samotnością, brakiem akceptacji, poczuciem odrzucenia. Przejmujący śpiew Janis Joplin to skowyt o miłość. Urodziła się w teksańskim miasteczku w 1943 roku. Zdobyła sławę jako wokalistka zespołu Big Brother & The Holding Company – była Kalifornia, było Lato Miłości (1967), było beautiful. A jednak ani kariera, ani życie osobiste Janis Joplin nie potoczyło się „pięknie”. Zawsze przerastała swoich muzyków, nawet gdy powołała do życia własny zespół, Kozmic Blues Band. Zawsze była samotna. Na huśtawce nadziei i rozczarowań kolejnych przelotnych związków szukała ukojenia w alkoholu i narkotykach. Dziewczyna z konserwatywnego Południa, którego cień zaważył na całym jej życiu – kobiety wyzwolonej, zbuntowanej, niezależnej, więc samotnej – pozostała wierna drinkowi z rodzinnych stron: likier Southern Comfort towarzyszył jej przez całe życie. Potem były inne używki, ale dopiero gdy doszła heroina Janis rozpoczęła drogę w dół. Tymczasem świętowała tryumfy artystyczne. Najlepsza wokalistka swojego pokolenia, artystka o nieprawdopodobnym temperamencie estradowym, podbijała serca słuchaczy na festiwalach Monterey Pop (1967) czy Woodstock (1969). Nieustannie rozwijała się, czego najlepiej dowodzi jej ostatni album, legendarna „Perła” (Pearl, 1971), już niedokończony, wydany po przedwczesnej śmierci wokalistki. Nagrany z zespołem Full Tilt Boogie Band. Pochodząca z tej płyty piosenka „Me And Bobby McGee” to jej pośmiertny hit numer jeden. Miała następczynie, ale nie miała równych. W kategoriach techniki wokalnej szły jej śladem Melissa Etheridge, Alannah Myles, dzisiaj słychać jej wpływy w śpiewie młodej Joss Stone. Po Janis-Artystce pozostała jednak pustka, która trwa już 35 lat. Pieśniarka odeszła od nas na zawsze 4 października 1970 roku. Współczesny świat nie rozpieszcza jej pamięci. Dlaczego? Beatlesi śpiewali, że „miłości się nie kupi”. Zapewne jest tak nadal. A może żyjemy dziś w czasach, w których po prostu nie wypada o nią prosić? Zresztą i Janis robiła to daremnie...